X(ristos) Factor

Bartosz Sokół 22 października 2014

Bezdomny nastolatek od 10 lat sypiający w publicznych toaletach, więzienna strażniczka wychowująca po pracy trójkę dzieci oraz bezrobotny 24-latek, przeżywający wciąż rozpad małżeństwa rodziców - co ich łączy? Pewnego dnia weszli na scenę i zderzyli się z chwałą.

 

X Factor, czyli objawienie tajemnicy

Jest coś naturalnie przyciągającego w programach typu X Factor lub Mam talent!, co też dość szybko zauważyły i wykorzystały komercyjne stacje telewizyjne. Cyklicznie gromadzą przed telewizorami miliony oddanych widzów, spoglądających z ciekawością na zwykłych ludzi robiących niezwykłe rzeczy. Pani Basia spod trójki okazuje się być czarującą i niezwykle charyzmatyczną wokalistką, a niczym niewyróżniający się mechanik samochodowy zachowuje się na scenie niczym wierna kopia Elvisa. Cieszymy się, gdy jurorzy mówią ze zdumieniem: masz niezwykły dar!

Otóż to! Niezwykły dar. Nieodkryta dotąd, fascynująca tajemnica właśnie pokazuje zakrywaną przez lata twarz. Lubimy oglądać łzy oklaskiwanych amatorów, wyeksponowane emocje profesjonalnych sędziów i dumę towarzyszącą rodzinom bohaterów. Jakże magnetyczne wydają się być chwile, podczas których niepozorny człowieczek wydobywa z siebie dźwięk zdolny przewracać dęby, a starsza, pochylona emerytka raczy słuchaczy anielskim głosem! Wow, gdzie ty to w sobie chowasz?- pytają zachwyceni jurorzy, a my cieszymy się przewrotną naturą rzeczywistości, mając nadzieję, że i w naszym życiu nie wszystko jest takim, na jakie wygląda.

Obserwujemy metamorfozę brzydkich kaczątek estrady i trzymamy kciuki za faworytów. Czytamy wywiady w gazetach, kupujemy świeżo wydane płyty i gdzieś w głębi siebie chowamy wyblakłe marzenia o własnej chwale. Bo tam na scenie mógłby stać przecież każdy z nas - nadzwyczajnie zwyczajnych i nieprzeciętnie przeciętnych zjadaczy hamburgerów. Reflektory, pochwały, owacja na stojąco i eskalacja ludzkiej życzliwości - tak spełniają się marzenia tych, którzy odważyli się marzyć.

Jednak co to ma wspólnego z chrześcijaństwem? Wszystko!

X Factor jest miniaturką ewangelicznej nadziei, niewyraźnym szkicem wiecznej sceny, na której stanie wkrótce każdy z nas. Tak bardzo zwykli robotnicy i urzędnicy, tak bardzo przeciętni uczniowie przemierzający w przerwach między lekcjami długie, szkolne korytarze - a jednak pewnego dnia objawi się, kim jesteśmy!

Kilka dni temu oglądałem jeden z finalnych występów brytyjskiego X Factora, gdy nagle uderzyła mnie głęboko poruszająca myśl - oto dokąd zmierzam! Wieczna edycja Mam talent! nazywa się co prawda nieco inaczej, ale składa się z dokładnie tych samych elementów. Mam Chrystusa! - oto nazwa programu, który pewnego dnia obejrzą nie tylko telewidzowie, ale i wszyscy mieszkańcy ziemi. Apostoł Paweł stwierdził, iż Chrystus w nas jest nie tylko tajemnicą bogatą w chwałę, ale i nadzieją chwały. Ten niezasłużony dar posiada w sobie dość piękna, by zachwycić każdego, kto się z nim zetknie - nie wyłączając Boga. Chrystus w nas to jedyny powód, dla którego możemy wejść na scenę wieczności z przekonaniem, że nie wstępujemy na szafot publicznych drwin, lecz stawiamy krok ku niekończącej się chwale.

Czy nie o tym opowiadał Jezus Chrystus, obiecując wiernym słuchaczom obfitą nagrodę? Czy nie tam zmierzał apostoł Paweł, mówiąc pod koniec życia: „teraz oczekuje mnie wieniec sprawiedliwości”? Czy nie o tym pisał apostoł Jakub, twierdząc, iż „błogosławiony mąż, który wytrwa w próbie, bo gdy wytrzyma próbę, weźmie wieniec żywota?” Czy nie to miał na myśli apostoł Piotr, zapewniając, że „gdy się objawi Arcypasterz, otrzymamy niezwiędłą koronę chwały”? Czy nie o tym rozmyślał Apostoł Narodów oznajmiając, iż zmierza „do celu, do nagrody w górze” lub też zachęcając wierzących w Koryncie do wytrwałego biegu w celu zdobycia nagrody? W końcu, czy nie o tym prorokował Izajasz, mówiąc: „oto nadchodzi twoje zbawienie, oto jego zapłata idzie z nim, a jego nagroda jest przed nim”?

Dzień, w którym na zawsze umilkną zegary

Wyobraź sobie ten dzień. Dzień Finału. Dzisiaj nie będzie się liczyło kim byłeś, co robiłeś na co dzień, jakie popełniłeś błędy i co masz na sumieniu - stajesz na scenie i liczy się wyłącznie to, co jest w tobie. Twój talent, twój Chrystus. Oczy całego wszechświata - od najmniejszej istoty ludzkiej przez największych władców duchowego świata aż po samego Stwórcę Wszystkiego - kierują się ku tobie. Nagle zaczynasz rozumieć, że cała dotychczasowa droga - ze swoimi zakrętami, wybojami i zaułkami - miała na celu doprowadzić do tej jednej chwili. Oto punkt kulminacyjny życia, zderzenie z ostatecznym wymiarem egzystencji, sens wylanych łez i meta codziennego wyścigu. Wskazówki zegarów zatrzymują się, aby nigdy nie wyruszyć w dalszą podróż.

Jesteś rozpaczliwie zwyczajny, omylny i niedoskonały, ale nie ma nikogo, kto zwracałby na to uwagę. Stoisz na scenie ubrany w Chrystusa i wygląda na to, że nikt nigdy nie prezentował się lepiej. Nie masz nic do zaoferowania poza tym, co zostało ci zaoferowane. Nie ośmielisz się więc wspomnieć o swoich dobrych uczynkach, znakomitej wiedzy lub nadzwyczajnej ofiarności. Gdy na ekranie pojawia się film zawierający życiorys uczestnika, okazuje się, że pominięto wszystko, co mogłoby wywołać choćby cień wstydu na twojej twarzy. Pozostawiono wyłącznie Chrystusa, tak, aby we wszystkim wydawał się wszystkim. Łaskawie pominięto w scenariuszu wszystkie upadki, fałszywe kroki i niegodne czyny, eksponując natomiast chrystusowe zachowania i uczucia. Widać wywiady z twoimi bliskimi i szkołę, w której uczyłeś się chrześcijaństwa.

Po wyświetleniu ostatniej sceny, wstaje On - Juror, przed którego wzrokiem drży cała ziemia. Wszystko na widowni milknie, aby nie uronić żadnego słowa: „Dobrze, sługo dobry i wierny! Nad tym, co małe, byłeś wierny, wiele ci powierzę; wejdź do radości pana swego” - zaczynasz płakać, wokół słychać pieśń zwycięstwa i niekończące się owacje. Chwała siedzącego na Sędziowskim Tronie staje się twoją chwałą. Doznajesz czci wobec wszystkich współbiesiadników. Otrzymujesz niezniszczalną, bezcenną koronę chwały. Doświadczasz pełni rozkoszy Bożego Życia - radości tak potężnej, że wszystkie szczęścia świata wydają się być płomykiem gasnącej zapałki wobec słońca Bożej chwały. Nic już nie będzie takie jak wcześniej, bo ty nie jesteś już tym, kim byłeś. Wcześniej byłeś Bożym Dzieckiem, ale teraz objawiło się, kim się stałeś.

Wiara, niczym niepotrzebny przewodnik na zdobytym szczycie, usuwa się w cień, aby nie przysłaniać zachwycających krajobrazów. Nadzieja odchodzi na zawsze, rozumiejąc, że wykonała swoje zadanie. Na scenie pozostaje wraz z tobą wyłącznie miłość. W blasku reflektorów zaczynasz rozumieć, że jest znacznie piękniejsza niż myślałeś. Wydaje się eksplodować, wypełnia sobą każdą cząstkę rzeczywistości. Nie jest dłużej wodą płynącą z kranu podczas wieczornej kąpieli modlitwy, ale niezmierzonym oceanem, który zupełnie cię pochłania. Wygrałeś. Wygrałeś Życie Wieczne!

X Factor jest cieniem rzeczy przyszłych

Ech, nie mogę o tym myśleć bez podekscytowania. X Factor jest cieniem rzeczy przyszłych. Przyciąga jak magnes ludzką uwagę, gdyż opisuje nasze najgłębsze tęsknoty. Tęsknoty, które mogą znaleźć zaspokojenie wyłącznie w ramach boskiego Wydarzenia. Bohaterzy finalnego odcinka żyją tuż obok nas, a ty, drogi czytelniku, jesteś być może jednym z nich. Twoja historia właśnie się tworzy. Gdzieś w niewyobrażalnych przestrzeniach wieczności Chrystus przygotowuje scenę, a pusta widownia zapełnia się widzami. Dziś doświadczasz prawdopodobnie nieznacznych ucisków, ale jutro oczekuje cię przeogromna obfitość wiekuistej chwały. Czy ktoś z taką przyszłością może narzekać na taką teraźniejszość?

Gdyby tak w ramach eksperymentu wyobrazić sobie najbardziej niesamowitą, szaloną i szczęśliwą historię jaka może narodzić się w łonie ludzkiej wyobraźni, czy nie będzie ona zaledwie słabym odbiciem chrześcijańskiej nadziei? Cóż, nie wybieram się do nieba po to tylko, by uniknąć piekła. Nie zamierzam wpaść tam przez przypadek, wyłącznie z powodu braku alternatywy podczas ucieczki przed Bożym sądem. Niektórzy sądzą, że tylko naturze życia wiecznego należy zawdzięczać fakt, iż święci zdołają przetrwać panującą tam nudę. Jeśli jednak Bóg jest tym, za kogo się podaje, to wieczność w Jego obecności uznać należy za radość tak olbrzymią, że wszystkie słowa świata powinny uznać w pokorze istnienie zjawiska, które wymyka się wszelkim językowym konstrukcjom. Przyjaciele, myślmy o tym, co w górze!

Częściej.

Bartosz Sokół

Autor: Bartosz Sokół

Jest studentem prawa i teologii, zaangażowanym w szereg inicjatyw młodzieżowych oraz ewangelizacyjnych. Interesuje się historią chrześcijaństwa w kontekstach społecznych i kulturowych, filozofią oraz apologetyką. Od kilku lat zachwycony Chrystusem jako Osobą, Ideą i Odpowiedzią. Aktywny w grupie "Należeć do Jezusa" - nalezecdojezusa.pl


© Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie zamieszczanych treści bez zezwolenia zabronione.