Dziś odwiedziliśmy przyjaciół, którzy urodzili niecałe cztery tygodnie temu. Mamy zaszczyt być pierwsi po rodzinie. Widzę A. na Krakowskim Przedmieściu. Oboje wsiadamy do autobusu trochę pochyleni, zmęczeni dniem, ale przynajmniej cieszymy się, że już jesteśmy razem.