W łóżku, z gorączką, z bólem brzucha myśli się trochę wolniej, ale jednak główka pracuje. I ja też zdołałem przy tym wypocić z siebie (dosłownie) kolejny wpis. O miłości oczywiście.
Sama idea Bożej kary zazwyczaj budzi mniej wątpliwości niż jej charakter. Czy krótkie życie, nawet jeśli zostało wykorzystane w bardzo zły sposób, zasługuje na nieskończenie długą karę? Czy chrześcijańska wizja odpłaty nie zagubiła gdzieś po drodze proporcjonalności?
Jak tu przeżyć w tym strasznym świecie, jak być dobrym rodzicem dla dziecka, skoro dziecko potrzebuje miłości i dyscypliny i to ma się nie wykluczać. Na razie jest łatwo…
Ledwie siedemdziesiąt kilka lat temu w Warszawie funkcjonował świat za murem, który nazwano Gettem. Jeden z bardziej dramatycznych przykładów przestrzeni izolacji, do której wpychała nienawiść, a z której wyprowadzała śmierć.
Liczbę niewolników szacuje się obecnie na 27-30 milionów. To więcej niż wieki temu, w czasach rozkwitu transatlantyckiego handlu ludźmi do USA i Wielkiej Brytanii. To również więcej, niż liczba ofiar Holocaustu czy ludobójstwa w Ruandzie.
Jedną z moich ulubionych książek w dzieciństwie była powieść „Pollyanna” Eleanor H.Porter. To historia o dziewczynce, która bawi się w grę w zadowolenie.